Dwa dni temu świętowaliśmy 11 miesięcy życia Kaja. I świętowaliśmy na wyjeździe! 11 miesięcy wstawania do dziecka w nocy to wystarczający powód, aby z okazji tej pięknej liczby uciec od rzeczonego dziecka na odległość niecałych 400 km. Ale wróciliśmy i pielęgnujemy w sercach wspomnienie fantastycznych 2 dni odpoczynku na łonie naszych niezawodnych przyjaciół oraz miny Kajetana po naszym powrocie - zero zainteresowania! Dzięki synu, teraz już mam pewność, że słowa mama doczekam się za kilka lat, jak będziesz próbował wymusić lizaka w sklepie ;P
Dwudniowa ucieczka od życia do pięknego, pachnącego świeżością i nowością gniazdka Malowanej Fakturki i Kaszuba z Cypru będzie jak każda poprzednia - niezapomniana. Tym razem największej rozrywki dostarczył nam (nikt inny, jak właśnie....!) Skoczek, który niczym kwiat paproci postanowił rozkwitnąć towarzysko na jedną noc w roku. Ach, dziękujemy że mogliśmy być świadkami tego niezwykłego wydarzenia i kulamy się ze śmiechu na wspomnienie procesu przekiwtania, który miał miejsce dnia następnego.
Za obłędne jedzenie(dowody poniżej), godziny rozmów, cierpliwość dla dziecięcych tematów, za Westerplatte i najpiękniejsze w Polsce Stare Miasto oraz najbardziej odlotowe miejskie slumsy, za to, że jesteście - dziękujemy :) Rewanż u nas, bo maruda pytał kiedy ciocia Edzia przyjedzie czytać bajki!
A jedenaście miesięcy życia naszego rozrabiaki uczcijmy krótkim podsumowaniem ku pamięci oraz filmem z happy endem.
Rozwój ruchowy: raczkuje jak szalony, wstaje nie tylko na grzbietach stóp, ale również unosząc stópkę, schodzi tyłem z tapczanu (o chwała Wam za to, dziadkowie!), chodzi wzdłuż ścian i innych obiektów, potrafi obrócić się stojąc, aby dosięgnąć przedmiotu, który ma za plecami. Stoi samodzielnie bez podpórki na całych stópkach do 1 min. Już raz wstał w krzesełku do karmienia i próbował wkroczyć na stół... Chodzi również z pchaczem (-> The Film) i baaaardzo głośno z nami rozmawia. Używa obu rączek, choć nieznacznie woli lewą.
Rozwój fizyczny: chłop jak dąb, 9 kg, 5 zębów (ten jeden nie do pary to dolna lewa dwójka), żadnych wałeczków, baczków i tłustych podbródków, tylko brzucho wystaje (szczególnie w wannie). Włosy gęste acz cienkie (zawsze to słyszę u fryzjera ;), ale trzeba się dobrze przyjrzeć, aby je znaleźć. Oczy wciąż niebieskie z delikatnymi niteczkami złotego koloru przy źrenicach. Stópki jak u małego owczarka niemieckiego (nie chodzi o sierść!).
Rozwój emocjonalno - umysłowy: potrafi sam bawić się zabawkami, a szczególnie zafascynowany jest procesem wyciągam-wkładam. To co inne dzieci rozrzucą, on pozbiera i będzie próbował włożyć na miejsce. Jego ulubione zajęcie to wkładanie kubeczków jeden w drugi, wkładanie wtyczek do kontaktów (płonne nadzieje, wszystkie kontakty zabezpieczone) i wkładanie siebie do kojca przez dziurę, a następnie oczekiwanie na kogoś, kto będzie go śledził i z tej dziury zaatakuje łaskocząc w co się da :) Bardzo dużo gada, a jego repertuar to "tata", "dada", "gaga", "bubu", "kaka", "kap kap", "koko". Ulubione słówko to gromkie TA! fascynują go psy, koty i inne dzieci. Również mrówki, szczególnie jeśli maszerują po drzewach. Wie doskonale kiedy robi coś dobrze (uśmiecha się wówczas promiennie i patrzy na nas robiąc to) oraz kiedy robi coś, czego mu nie wolno. W drugim przypadku ma minę anioła (mimo że wciąż ręką sięga do wnętrza odtwarzacza video) i cichutko zapytuje "ta?", w odpowiedzi na gromkie "nie wolno!!!". Zawstydza się, gdy zaczepia go ktoś obcy i mimo, że nadal się uśmiecha, to woli być przylepiony do mamy (kładzie wtedy główkę na mojej piersi, to przesłodkie!). Nie robi papa i nie gada na zawołanie. Ot, taka fantazja! Niestety nie boi się obcych ludzi, obcych miejsc i nieznanych sytuacji. Ogólnie niczego się nie boi i uwielbia ruchliwe ulice, parki i centra handlowe. A to pies na zakupy, szczek szczek! :) W książeczce pokazuje kota, a nie pokazuje psa, a w ogóle odkąd zaczęłam mieszać mu w głowie tym psem, to kota też przestał pokazywać. Próby nauczenia go "jak robi świnka?" napotykają na mur obojętności pomieszanej z pogardą... zawiesiliśmy starania ;]
Tryb życia: Pobudka o godz. ok. 7:00, śniadanko o 8:00 i być może drzemka o 10:00 (poprzedzona mlekiem). Jeśli tak, to kolejna drzemka o 14:00 (w sumie ok. 1,5 do 2h). Jeżeli nie o 10:00, to wtedy jedna dłuższa drzemka w południe (ok.1,5h). W ciągu dnia różne stałe posiłki (ulubione jedzenie: cukinia pieczona, brokuły, kurczak, makaron i pomidorowa oraz wszystkie owoce świeże i suszone, jogurt naturalny i kaszka manna z cynamonem made by mama). Mleczko popołudniowe ewentualnie acz niekoniecznie. Podwieczorek i dobranoc mówimy sobie ok. 19:30 - 20:00, co jest poprzedzone butlą z 260 ml mleka. Potem jeszcze dokładka o 23:00 i śpimy do rana z krótkimi pobudkami ok 2:00 i 4:00, żeby matka broń boże nie zapomniała horroru nocnych karmień (te zniknęły z planu dnia po 8 miesiącu). W tych sytuacjach smoczek wystarcza. A każdy kolejny dzień to przygoda okraszona setkami lub tysiącami, sama już nie wiem, podnoszeń i opadań, kucnięć i powstań, potknięć i turlania oraz odkrywania na nowo faktu, że coś można do czegoś włożyć...
A tak to z pchaczem było. Pozdrawiamy :)